Oddycha, ma tętno. Gdy poda mu się niewłaściwy lek, umiera. To 40-letni, dobrze zbudowany mężczyzna, choć w kilka minut można z niego zrobić kobietę. Takiego pacjenta do symulacji medycznych ma szpital na Banacha. Ćwiczą na nim studenci.
Lekarz wgrywa w manekina jeden z dziesiątków programów - fantom symuluje, że się utopił. Zamyka oczy, zmienia mu się tętno, zaczyna się migotanie przedsionków. - Pacjent potrzebuje pomocy. To stan zagrożenia życia - mówi prof. Andrzej Kański, kierownik II Zakładu Anestezjologii i Intensywnej Terapii szpitala przy Banacha.
Studenci muszą szybko zareagować, inaczej pacjent "umrze", a wtedy na monitorze wyświetlającym parametry życiowe manekina pojawią się ciągłe linie. Nie będzie tętna, które teraz jest wyczuwalne, gdy przyłoży się dłoń do jego nadgarstka. Studenci podają leki. To strzykawki z napisami i kodami kreskowymi. Gdy przyłoży się je do czytnika, piszczy stojący obok komputer. To mózg manekina. W zależności od podanego leku momentalnie zmieniają się jego parametry życiowe - jest poprawa lub czuje się gorzej. Fantom może mówić. W krtani ma głośnik. Głos podkłada lekarz sterujący operacją z reżyserki, która mieści się w sąsiedniej sali.
Gdy studenci ratują manekina pacjenta, w sali obok ich decyzje i działania obserwują koledzy. - Często, gdy chory umiera i emocje sięgają zenitu, w sąsiedniej sali słychać: "Ratujcie go", "intubuj", "wentyluj" - opowiada prof. Kański.
Manekin płacze (ma dwie dziurki w kącikach oczu), krwawi (czerwony płyn wydobywa się przez dwa otwory w uszach - to sygnał, że doszło do urazu głowy), wymiotuje (np. gdy dojdzie do wstrząsu mózgu), ślini się. Symuluje także urazy wewnętrzne.
Manekin kosztował 1,5 mln zł. Został kupiony za środki unijne. Projekt, w ramach którego powstało Centrum Symulacji Medycznych, zrealizował II Zakład Anestezjologii i Intensywnej Terapii szpitala przy Banacha. - Chcemy kupić drugiego manekina, który będzie siniał i miał drgawki - zapowiada prof. Kański. - Zajęcia z fantomem, który reaguje jak człowiek, sprawiają, że studenci lepiej zapamiętają informacje. Są zestresowani, gdy go ratują, ale gdy kiedyś będą w podobnej sytuacji w izbie przyjęć, będą w stanie szybciej zareagować. Dowiedziono, że gdy uczeniu się towarzyszą silne emocje, wtedy w prawdziwej trudnej sytuacji pewne czynności wykonuje się mechanicznie i popełnia mniej błędów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz