Świadek: Człowiek leżał pod szpitalem, lekarze nie reagowali
- Nieprzytomny mężczyzna leżał naprzeciwko szpitala wojewódzkiego. Do mężczyzny została wezwana pomoc. Niestety karetka się spóźniała. A lekarze z pobliskiego szpitala nie reagowali na prośby o pomoc - pisze Internauta.
ak pisze w liście Czytelnik, dramatyczna scena rozegrała się praktycznie na oczach lekarzy. 5 lipca nieprzytomny starszy mężczyzna został znaleziony przez przechodniów naprzeciwko szpitala wojewódzkiego. Osoba, która była świadkiem zdarzenia jest oburzona zachowaniem personelu pobliskiej placówki.
- Do mężczyzny wezwano karetkę. Po 7 minutach dalej jej nie było. W związku z tym poproszono o pomoc lekarzy z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Lekarze odmówili pomocy, tłumacząc, że nie wolno im opuszczać miejsca pracy i należy wezwać karetkę - nikt! z kilku osób tam obecnych nawet się nie ruszył - relacjonuje zdenerwowany świadek zdarzenia.
I dodaje: - 50 metrów od szpitala być może umiera człowiek, ale nikogo z obecnych tam osób to nie obchodzi!
- Przy wyjściu ze szpitala, już poza budynkiem szpitala, zaczepiono parę młodych lekarzy - również nie zareagowali. Kobieta stwierdziła że "nie jest przygotowana". Było to 10 metrów od leżącego człowieka. Po kolejnych 5 minutach przyjeżdża karetka, która zabiera już przytomnego starszego pana do szpitala - kończy relację Internauta.
źródło: gazeta.olsztyńska.pl
Takich historii znamy wiele.
Dla przypomnienia bulwersująca sprawa z Łodzi.
Łódź: 80-letni Józef Kobielak UMARŁ POD SZPITALEM, bo z izby przyjęć odesłano go do innego szpitala.
Józef Kobielak (†80 l.) z bolącym brzuchem tułał się od szpitala do szpitala, aby uzyskać pomoc. Skonał pod izbą przyjęć Szpitala im. Barlickiego w Łodzi po tym, jak odesłano go do kolejnej placówki.
- To skandal, co wyprawia się w tych szpitalach - żali się Halina Bugajny (51 l.), córka zmarłego. - Najpierw spytano, ile ma lat, dając do zrozumienia, że chorych w podeszłym wieku już nie opłaca się ratować. A potem zastosowano... spychologię - mówi roztrzęsiona kobieta. Zamiast go przebadać, kazano mu jeździć po szpitalach.
Z bólem do lekarza
W piątek ok. godziny 16.00 pana Józefa rozbolał brzuch tak bardzo, że poszedł do lekarza. - Podejrzewano, że jest to związane z problemem z oddawaniem moczu - mówi pani Halina. W szpitalu MSWiA w Łodzi założono cewnik panu Józefowi, ale ból nie ustąpił.
- Internista zdecydował, że tata powinien trafić na chirurgię, ale odesłał ojca do innego szpitala - mówi córka zmarłego.
- Mamy tu oddział chirurgiczny, ale nie działa on na zasadach ostrego dyżuru. Wykonujemy tylko planowe zabiegi, nagłych pacjentów odsyłamy do innej placówki - powiedziała lekarz dyżurna szpitala MSWiA w Łodzi. Pani Halina nie miała wyjścia. Zamówiła taksówkę i pojechała z chorym ojcem do Szpitala im. Barlickiego.
Znieczulica na izbie przyjęć
Na izbie przyjęć czekało kilka osób. - Powiedziałam, że tata wije się z bólu i poprosiłam, by szybko zbadał go chirurg - mówi pani Halina.
- Usłyszałam, że może być zbadany za trzy godziny. A potem odesłano mnie do kolejnego szpitala - dodaje. Pan Józef czuł się coraz gorzej. Trząsł się zimna, jak przy gorączce. Gdy jego córka pobiegła po taksówkę, upadł na ziemię.
- Nikt z izby przyjęć nie wybiegł, by udzielić pomocy konającemu. Na miejsce przyjechało pogotowie - mówi pani Halina. Lekarz długo reanimował staruszka. Niestety, nie udało się ocalić mu życia. Sekcja zwłok pokaże, jaka była przyczyna śmierci 80-latka.
- Nie będę komentował sprawy - powiedział nam lekarz dyżurny Szpitala im. Barlickiego w Łodzi, który nawet nie chciał się przedstawić. - Nie zostawię tak tej sprawy - mówi pani Halina. O śmierci ojca chce powiadomić prokuraturę.
źródło: www.se.pl
- Do mężczyzny wezwano karetkę. Po 7 minutach dalej jej nie było. W związku z tym poproszono o pomoc lekarzy z Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Lekarze odmówili pomocy, tłumacząc, że nie wolno im opuszczać miejsca pracy i należy wezwać karetkę - nikt! z kilku osób tam obecnych nawet się nie ruszył - relacjonuje zdenerwowany świadek zdarzenia.
I dodaje: - 50 metrów od szpitala być może umiera człowiek, ale nikogo z obecnych tam osób to nie obchodzi!
- Przy wyjściu ze szpitala, już poza budynkiem szpitala, zaczepiono parę młodych lekarzy - również nie zareagowali. Kobieta stwierdziła że "nie jest przygotowana". Było to 10 metrów od leżącego człowieka. Po kolejnych 5 minutach przyjeżdża karetka, która zabiera już przytomnego starszego pana do szpitala - kończy relację Internauta.
źródło: gazeta.olsztyńska.pl
Takich historii znamy wiele.
Dla przypomnienia bulwersująca sprawa z Łodzi.
Łódź: 80-letni Józef Kobielak UMARŁ POD SZPITALEM, bo z izby przyjęć odesłano go do innego szpitala.
Józef Kobielak (†80 l.) z bolącym brzuchem tułał się od szpitala do szpitala, aby uzyskać pomoc. Skonał pod izbą przyjęć Szpitala im. Barlickiego w Łodzi po tym, jak odesłano go do kolejnej placówki.
- To skandal, co wyprawia się w tych szpitalach - żali się Halina Bugajny (51 l.), córka zmarłego. - Najpierw spytano, ile ma lat, dając do zrozumienia, że chorych w podeszłym wieku już nie opłaca się ratować. A potem zastosowano... spychologię - mówi roztrzęsiona kobieta. Zamiast go przebadać, kazano mu jeździć po szpitalach.
Z bólem do lekarza
W piątek ok. godziny 16.00 pana Józefa rozbolał brzuch tak bardzo, że poszedł do lekarza. - Podejrzewano, że jest to związane z problemem z oddawaniem moczu - mówi pani Halina. W szpitalu MSWiA w Łodzi założono cewnik panu Józefowi, ale ból nie ustąpił.
- Internista zdecydował, że tata powinien trafić na chirurgię, ale odesłał ojca do innego szpitala - mówi córka zmarłego.
- Mamy tu oddział chirurgiczny, ale nie działa on na zasadach ostrego dyżuru. Wykonujemy tylko planowe zabiegi, nagłych pacjentów odsyłamy do innej placówki - powiedziała lekarz dyżurna szpitala MSWiA w Łodzi. Pani Halina nie miała wyjścia. Zamówiła taksówkę i pojechała z chorym ojcem do Szpitala im. Barlickiego.
Znieczulica na izbie przyjęć
Na izbie przyjęć czekało kilka osób. - Powiedziałam, że tata wije się z bólu i poprosiłam, by szybko zbadał go chirurg - mówi pani Halina.
- Usłyszałam, że może być zbadany za trzy godziny. A potem odesłano mnie do kolejnego szpitala - dodaje. Pan Józef czuł się coraz gorzej. Trząsł się zimna, jak przy gorączce. Gdy jego córka pobiegła po taksówkę, upadł na ziemię.
- Nikt z izby przyjęć nie wybiegł, by udzielić pomocy konającemu. Na miejsce przyjechało pogotowie - mówi pani Halina. Lekarz długo reanimował staruszka. Niestety, nie udało się ocalić mu życia. Sekcja zwłok pokaże, jaka była przyczyna śmierci 80-latka.
- Nie będę komentował sprawy - powiedział nam lekarz dyżurny Szpitala im. Barlickiego w Łodzi, który nawet nie chciał się przedstawić. - Nie zostawię tak tej sprawy - mówi pani Halina. O śmierci ojca chce powiadomić prokuraturę.
źródło: www.se.pl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz